Ave!
Zacznę post od pytania.Macie czasem wrażenie,że coś wam odebrano?Nawet jeśli nie zrobiono tego fizycznie to czujesz jakby czegoś Cię pozbawiono ale nie masz pojęcia czego?Ja właśnie tak ostatnio miałam.I właśnie o tym chciałabym wspomnieć w pewnym...nazwijmy to fragmencie opowiadania.
[...]Szedł po schodach na salę sądową.Sapał trochę pod nosem bo żeby zdążyć na rozprawę musiał wcześniej biec.Znalazł numer sali na tablicy informacyjnej.Ruszył w kierunku oszklonych drzwi.Pomyślał sobie,że pewnie nie będzie problemu z rozstrzygnięciem rozprawy."W końcu i tak nigdy się na żadnej sprawie nie stawił".Jednakże bardzo się zdziwił kiedy zobaczył osiwiałego ale nie starego mężczyznę.Stanął jak wryty z lekkim chociaż jakby wymuszonym uśmiechem na twarzy.Niczym zdezorientowane zwierzę próbował znaleźć w sobie odwagę żeby wypowiedzieć następujące słowa : - Miło Cię znowu widzieć po tylu latach...szkoda,że spotykamy się w takiej a nie innej sytuacji...tato.-Te słowa uderzyły mężczyznę prosto w twarz niczym pięść zawodowego boksera.Jednakże mimo słów chłopaka odezwał się:-Ciebie też miło widzieć synu.Ale wyrosłeś.-Chłopak na owe słowa odrzekł tylko :- Taaa wyrosłem.W końcu jestem już dorosły.To ja Ciebie prawie nie poznałem.Staruszku.-Usiedli koło siebie już w milczeniu.Mimo,że korytarz był pełen ludzi wydawałoby się,że nie ma tam nikogo poza nimi.Tyle lat minęło.Ostatni raz się widzieli kiedy chłopak był jeszcze małym chłopcem.Inaczej wyobrażał sobie ich spotkanie.Inaczej również wyobrażał sobie jego.Kiedy patrzył na twarz mężczyzny dostrzegał w nim człowieka z dawnych lat,którego kochał.Którego nadal kocha.Wyobrażał sobie go tak jak go zapamiętał.Silny mężczyzna,umięśniony i wysoki.Czarna,krótka czupryna pasująca do ciemnej brody okalającej podbródek i policzki,którymi to gdy były ową brodą zarośnięte kuły go kiedy ten chciał go przytulić.Silne,duże dłonie oraz śmiech mogący zniszczyć najgrubszą ze ścian.
Teraz wyglądał zupełnie inaczej.Teraz siedział przed nim człowiek zniszczony pracą,stęskniony za własną rodziną,smagany czasem,osiwiały.Niegdyś owe silne ręce zastąpiły spracowane dłonie ze zniszczonymi palcami i suchą skórą.Ciepłe i skrzące się od pomysłów oczy zastąpiło spojrzenie pełne bólu i beznadziei.Kim był ten człowiek,który siedział koło niego?Tego już nie wiedział ale czuł,że coś zostało mu odebrane ale w jednej chwili świat przestał się dla niego liczyć.Co siedziało w głowie starego?Nie był w stanie powiedzieć.Ale to nie było ważne bo zobaczył w nim coś czego od lat mu brakowało.Tej jego rodzicielskiej iskry,ojcowskiej rady.Jednakże mimo tego i tak jej nie otrzymał.Nigdy wcześniej też nie.Zapomniał już o tym a wszystkie dawne urazy zdawały się wtedy tak odległe jakby w ogóle nigdy nie istniały.Jedyne czego chciał to przytulić go i nigdy więcej nie puścić.To jednak nie było im dane;nie tu i nie teraz.
Kiedy zostali zawołani na salę młody wziął pod rękę matkę i weszli do środka.Przywitali się z sędziną oraz jej pomocniczką a następnie zasiedli na ciemnobrązowych ławkach po przeciwnych stronach sali.Chłopak myślał sobie " graj zimnego-jesteś w sądzie.Nie możesz się rozryczeć jak baba.Jesteś silny.".Jednakże nawet silna wolna i chęć nie okazywania słabości nie mogły powstrzymać łez spływających cienkimi strużkami po jego policzkach.Nawet nie zauważył kiedy to się stało jak się rozpłakał.Kiedy jego oczy stały się czerwone matka podała mu chusteczkę i powiedziała :- Trzymaj się synku.Dasz radę.-.Jednakże było mu naprawdę ciężko.Kiedy wysłuchał historii tego siwego człowieka i dowiedział się jak mu w życiu ciężko poczuł się jak najgorszy drań mimo iż nie zrobił nic złego."Ja tylko domagam się swego" -myślał.Niestety myśli te zostały zagłuszone przez inne znacznie gorsze.Nie mógł sobie tego wybaczyć.Kiedy patrzył na twarz płaczącego ojca zrozumiał,że to spotkanie nie da mu spokoju;nie zapomni o tym nigdy.Cała rozprawa toczyła się bardziej w jego sercu i jego głowie niż na sali sądowej.Siwy cały czas się miotał,bronił coś uparcie dogadywał jakby nie rozumiał co się w ogóle dzieje.
Na szczęście lub nieszczęście sprawa poszła całkiem gładko.Tak jakby.-Jeśli nie chcesz,nie musisz już dzisiaj wracać do szkoły-Powiedziała matka.Młody podziękował po czym skierował się do ojca.
-Chodź staruszku.Postawię Ci kawę i pogadamy.
-Nie dzięki...lecę do babci muszę się z nią pożegnać bo dzisiaj wyjeżdżam do żony i dzieci.-odrzekł odwracając wzrok stary.
-Dobra, no to chociaż cię odprowadzę.
-Jak chcesz.
-Okej.To pa mamo.Widzimy się w domu.
Matka odmachała młodemu,wsiadła do samochodu i pojechała,Chłopak chciał wziąć ojca pod rękę i poszli...[...]
Jeśli będziecie chcieli poczytać o tym coś więcej-piszcie.Może nawet skończę tą "opowieść".Do zobaczyska.
Ave Beton
Pisz Antropy. Pisz, bo jest dobre. Nawet niekoniecznie, żeby stawiać. Każdy z nas potrzebuje czasem terapeutycznego opowiadania. To jak mój Zaułek ^^
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMysle ze siwy tesknil za mlodym.
OdpowiedzUsuń