Stoi w progu dumna lecz z zakrytą twarzą.
Marzy jej się starość i dziecka jej się marzą.
Niespokojny dreszcz przebiega po jej ciele.
Nie musi spieszyć się,przecież czasu jest tak wiele.
Z nadzieją i obawą,rusza za cieniami.
Tak się cieszy,że przez chwilę jeszcze idzie z nami.
Skromna kobiecina,zniszczone ręce pracą.
Pewnie jeszcze nie wie jak wiele przez to stracą.
Ciekawością zakrywa strach i niepewność.
Nie chce pokazać bliskim łez swoich rzewność.
Patrzy;szok nagle co to?Jakieś ciało z nieba spada.
To upadek,krzywy lot jak się skończy to bóg zbada.
Biegnie ona;z góry sama jak przez los pokarana.
Przeznaczenie czy przypadek o tym dowie się dziś sama.
Tylko pióra-ledwie,kilka na brzeg fale wyrzucają.
Jakże się zachowa,gdy jej syna odebrano?
W żalu i rozpaczy patrzy na głębokie morze.
Płacze jak Demeter ,po swej córce Korze.
Antropos nie szczędziła czasu i radości.
Lecz przyszedł czas na największą z żałości.
Za mężem w oddali wygląda z utęsknieniem.
Teraz on również jest dla niej zmartwieniem.
Może kiedyś wróci i żonę swą ukocha.
Co po stracie syna przez wieki szlocha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz