Hej! Od bardzo dawna nie udzielałam się na tym blogu i chciałabym to naprawić. Dlatego dzisiaj napiszę wam historię, która przyszła mi do głowy.
Kiedyś był sobie bardzo przystojny i czarujący mężczyzna. Jego biały i szczery uśmiech kruszył nawet najtwardsze serca, a ciepłym brązowym oczom nie sposób się było oprzeć. Jednak mimo swojej niesamowitej urody i aparycji mężczyzna czuł się bardzo samotny gdyż wszyscy kochali go i podziwiali przez wzgląd na jego piękno.
W tym samym mieście żyła również pewna kobieta. Można ją nazwać absolutnym przeciwieństwem naszego boskiego bohatera. Gdyby nazwać ją nieatrakcyjną uznałaby to za komplement. Miała rude włosy do ramion i ciemne oczy w kolorze zgniłych oliwek. Jej zęby były krzywe a nos przypominał dojrzałą truskawkę. Mimo iż kobieta miała wielu wrogów i nieprzyjaciół starała się tym nie przejmować. Widziała w każdym dobro i piękno , którym dzieliła się ze światem na różne sposoby.
Ludzi odstręczała jej brzydota , i nie dostrzegali tego co miała w środku, dlatego też swój czas spędzała na uboczach miasta z dala od ludzkiego wzroku.
Pewnego słonecznego dnia mężczyzna przechadzał się miastem wysłuchując komplementów na temat swojej urody. Co chwilę zaczepiany zarówno przez kobiety jak i mężczyzn stwierdził,że ma tego dosyć, zgolił więc swoją zadbaną brodę i długie piękne , ciemne włosy założył okulary i ubrał się niechlujnie. Następnie wyruszył na spacer po mieście aby przekonać się co mówią o nim inni. Jednak ludzie tylko go mijali, patrzyli z pogardą , można powiedzieć,że wręcz z nienawiścią. Zrobiło mu się przykro ,że utwierdził się tylko w swoim smutnym przekonaniu,że ludzie kochali go tylko za jego piękno zewnętrzne. Gdy tak szedł rozglądając się za chociaż jedną przyjazną twarzą i wysłuchując obelg dosłyszał cichy śpiew. Wsłuchując się w niego ruszył w kierunku jego źródła. Spacerował między różnymi budynkami i uliczkami aż dotarł do końca miasta. Zaraz za ostatnim budynkiem dostrzegł źródło pięknego głosu. Ku jego zaskoczeniu właścicielką pięknego głosu nie była piękna kobieta. Podszedł cicho do rogu domu i przyglądał się jej w milczeniu. Ruszała się swobodnie i delikatnie mimo swojej wagi. Nagle usiadła i chwyciła w ręce szkicownik , nie przestawała jednak śpiewać. Przewracała dłońmi kolejne zarysowane kartki dopóki nie dotarła do tych pustych , białych kartek. Wzięła w prawą rękę ołówek i zaczęła szkicować okoliczne kwiaty. Mężczyzna nadal pozostając w ukryciu obserwował kobietę próbując dostrzec co takiego szkicuje.
Wychylił się jednak na tyle,że kobieta pomimo swojego skupienia dojrzała go. Byli od siebie niewiele ponad metr patrząc na siebie.Nagle zarumieniła się i odwróciła wzrok, po krótkiej chwili jednak zwróciła się do niego :
- Proszę nie uciekaj. Nie zrobię Ci krzywdy. Ja wiem,że nie jestem piękna, ale naprawdę nic Ci nie zrobię. Zostań jeśli chcesz.
Wstała i wyciągnęła do niego rękę uśmiechając się. : - No chodź nie leż już na tej brudnej Ziemii pomogę ci wstać.
Mężczyzna bardzo skonsternowany , ale przyjął jej pomoc. Odwzajemnił uśmiech i usiadł zaraz koło niej przyglądając się w ciszy jej pracy...
CIĄG DALSZY NASTAPI